Nie ma dobrze, żeby nie było niedobrze.
Rozmowa o pracę poszła nieziemsko. Aczkolwiek full abstrakcja w wielu aspektach - była to np. pierwsza rozmowa, na którą poszłam piechotą. Szok ;) Ostawiłam się jak na wesele księcia Walii, więc wyglądałam prawie jak człowiek i w ogóle. Zaczynam od przyszłego tygodnia.
W związku z tym jednak... oddzwonili z jeszcze jednego miejsca. Z Dużej, Poważnej Agencji Reklamowej z centrum Warszawy. Marzenie mego żywota od roku 2007 wzwyż. Na rozmowę pójdę, ale jeśli nie daj Boże tam też się dostanę to chyba się pochlastam, bo to będzie dylemat mojego życia - czy nieziemska agencja, gdzie musiałabym dojeżdżać godzinę, czy dział marketingu, praca pod brand managerem dla dużej marki, kilka minut drogi od domu. Los powinien wiedzieć, że na takie dylematy Ilony nie wystawia się. To nieetyczne.
Chociaż z moim szczęściem to obie firmy spłoną od uderzenia pioruna i suma sumarum nie dostanę się nigdzie ;)