RSS
środa, 17 listopada 2010
Nie ma dobrze, żeby nie było niedobrze.

Rozmowa o pracę poszła nieziemsko. Aczkolwiek full abstrakcja w wielu aspektach - była to np. pierwsza rozmowa, na którą poszłam piechotą. Szok ;) Ostawiłam się jak na wesele księcia Walii, więc wyglądałam prawie jak człowiek i w ogóle. Zaczynam od przyszłego tygodnia.

W związku z tym jednak... oddzwonili z jeszcze jednego miejsca. Z Dużej, Poważnej Agencji Reklamowej z centrum Warszawy. Marzenie mego żywota od roku 2007 wzwyż. Na rozmowę pójdę, ale jeśli nie daj Boże tam też się dostanę to chyba się pochlastam, bo to będzie dylemat mojego życia - czy nieziemska agencja, gdzie musiałabym dojeżdżać godzinę, czy dział marketingu, praca pod brand managerem dla dużej marki, kilka minut drogi od domu. Los powinien wiedzieć, że na takie dylematy Ilony nie wystawia się. To nieetyczne.

Chociaż z moim szczęściem to obie firmy spłoną od uderzenia pioruna i suma sumarum nie dostanę się nigdzie ;)

środa, 10 listopada 2010
Przygoda z Prawem Murphy'ego

Ktoś się wzruszył moim CV i oddzwonił. W dodatku firma, na której mi bardzo zależało, bo jest kurde tak blisko mojego miejsca zamieszkania, że nawet bym nie musiała jeździć tam autobusem - od drzwi domu mego do drzwi firmy mamy bowiem szokującą odległość 7 minut piechotą. To jest ważne w życiu, bo tracić codziennie 2 godziny na dojazd do pracy i z pracy to w skali paru lat TYYYYLE CZASU. No w każdym razie zadzwonili w piątek, zapytali czy nadal darzę ich firmę afektem (darzę), czy jestem dyspozycyjna (jestem) i ile mam życzenie dostawać pieniędzy za staż (to wy dajecie w ogóle jakieś pieniądze?). Po zebraniu ode mnie tych informacji Pani oświadczyła, że jeszcze tego samego dnia zadzwoni.

Tak się wzruszyłam tym stwierdzeniem, że nawet wybrałam sobie ciuchy na wywiad i zrobiłam makijaż.

Pani nie zadzwoniła.

Usiłowałam sobie wmówić, że podczas rozmowy powiedziała coś w stylu "zadzwonię dzisiaj lub w poniedziałek".

Nie zadzwoniła w poniedziałek.

We wtorek też nie.

Straciłam nadzieję, szukałam innych ofert i zabrałam się za znienawidzoną przeze mnie sztukę pisania listu motywacyjnego. Poszło nieźle, napisałam idealny list, w którym tak nieziemsko bajerowałam o swoich zaletach, że aż sama się zbajerowałam i przekonałam do tego, że jestem idealnym pracownikiem.

I właśnie wtedy zadzwoniła Pani z firmy, ta sama która nie zadzwoniła po raz drugi w piątek, ani w poniedziaek, ani nawet we wtorek. Mam rozmowę za tydzień.

To ci dopiero przygoda kurde.

 

11:48, sasskhaya
Link Dodaj komentarz »
Tagi
Chata Wuja Freda on Facebook
Na bloga liczniki