|
niedziela, 14 sierpnia 2011
Le fu?
Koleżanka podesłała mi link do takiego oto blogaska szalonego, który teraz onet proponuje na swojej stronie głównej. Onet jak onet, ale na tym blogu mnie niesamowicie zaintrygowała jedna sprawa - screenshot poniżej i na czerwono zaznaczam:
Pytanie brzmi czy: - ja już tak dawno z podstawówki wyszłam, że nie wiem co to obwód - ów Marcin nie wie co to obwód - ów Marcin ma bardzo zaskakujący penis - katastroficzny błąd pomiaru Siedzę i mam takiego whatthefucka jakiego dawno nie miałam.
środa, 29 czerwca 2011
wtorek, 21 czerwca 2011
Przygoda w piwnicy
Ponieważ mam dziś bardzo dużo do zrobienia, no normalnie tak dużo, że choćbym zaczęła i tydzień temu, nie wyrobiłabym się, to postanowiłam coś tu napisać, bo dawno nie pisałam... Przygody nie mogą zostać takie nieopisane ;D No więc, że tak naukowo zacznę zadnie, dziś opiszę przygodę pomagania Alicji w sesji fotograficznej na zaliczenie. Alicja wynajęła mnie i Marcina do roli "przynieś zanieś pozamiataj zapozuj pomachaj latarką" opłacając nas pizzą i dobrym słowem. Tak więc udaliśmy się do alicowej piwnicy i żeśmy świrowali. Najpierw Marcin odnalazłszy pewnie gadżety postanowił, że musi koniecznie sparodiować Piramidogłowego z Silent Hilla.
No generalnie było śmiesznie. Zamieszczam kilka zdjęć, co to tam powstały.
W ogóle tematem prac było "malowanie światłem" :D
czwartek, 31 marca 2011
Przełom goni przełom
Dziś jest dzień rzeczy ważnych i ważniejszych, przełomowych i przełomowszych. Primo, koniec pracy jako asystentka ds. eksportu. Miałam dość tej pracy, a ta praca miała dość mnie. Na moje miejsce mój dotychczasowy szef, Steve, wybrał sobie jakiegoś chłopaka i wszyscy szczęśliwi. Z tej okazji nosiłam po firmie pożegnalne cukierki. W związku z dostaniem cukierka wielu pracowników firmy uznało, że ze mnie to jednak równa dziołcha i byli nad wyraz życzliwi i niesamowici w ogóle, niezależnie od kształtu naszej dotychczasowej współpracy. Szczególnie śmiesznie było jak poszłam do księgowej. - Proszę, noszę te oto pożegnalne cukierki. - A to pani odchodzi? - Tak, rozwód ze Stevem. - No proszę! Taki przystojny, a pani rozwodzi się z nim – skomentowała asystentka księgowej. - No tak. – Westchnęła główna księgowa. – I teraz ma chłopca... może będzie teraz szczęśliwszy. Było parę zgejowanych wydarzeń podczas tych trzech miesięcy pracy w firmie, ale to było najgejowsze :D Poza tym pożegnalny cukierek dostał się prezesowi. - A ja słyszałem, że pani z nami zostaje! „Oho” – to myśląc Ilona zaczęła stosować dedukcję. „Panu prezesowi się na poczucie humoru zebrało”. - Ależ nie, na moje miejsce nowa osoba, pan Paweł, ja szkolę... - Ale że w marketingu pani zostaje! WTF – pomyślałam. - Naprawdę? – zapytałam więc. - Tak, jako pomoc graficzna naszego przeciążonego grafika! OMFG WTF – pomyślałam. - Nic mi o tym nie wiadomo – rzekłam zgodnie z prawdą. Pan prezes uznał, że jeszcze to ogada z kimśtam cośtam i koniec końców mam niby cośtam graficzyć. To po co ja się wykosztowałam na pożegnalne cukierki pytam się :<? (<- klasyczny optymizm Ilony.)
Ostatnim przełomowym elementem, jaki niesie ze sobą dzisiejszy dzień, jest definitywny koniec mego dzieciństwa. Otóż kończy mi się legitymacja studencka i był dziś ostatni dzień jechania na bilecie ulgowym. Od teraz będą bilety dla dorosłych. Jestem oficjalnie STARA :< A bilet za 1,40 zachowam sobie na wieczną pamiątkę...
poniedziałek, 14 lutego 2011
Marudzenie kolejna edycja
Zapisałam się na kurs prawa jazdy. Kolejna baba za kierownicą, tego było światu potrzeba ;) Już widzę oczami wyobraźni te wielokilometrowe karambole, których będę przyczyną, zmiażdzone karoserie, rachunki za AC i OC... (nawet nie wiem co to jest to ostatnie). Będzie super. Zapisałam się też do kolejnej policealnej szkoły w związku z rzuceniem studiów i potrzebą dalszego wyżebrywania świadczeń z ZUS na osobę uczącą się. Nie wiem za bardzo co ze sobą dalej zrobić zawodowo, czyli jak zwykle. Oto zdjęcie uczynione komórką w mojej obecnej pracy:
Tak wyglądają zakłady, gdzie... produkuje się kosmetyki :) Zdjęcie przedstawia fragment drogi, który trzeba pokonać aby wziąć kilka z nich z magazynu. Słabo? Powinni to miejsce wynająć na plan filmowy do jakiegoś porządnego horroru. Byłaby z tego lepsza kasa niż z jakiejśtam produkcji kosmetyków. Anywayz wygląda na to, że droga mego życia i droga owej firmy niedługo już pozostaną splecione, bowiem z wielu powodów planuję je rozpleść (Jezus jakie to było poetyckie porównanie to aż się sama sobie dziwię). Planowałam dłuższą przerwę, bo w sumie nie ma aż takiej potrzeby żebym robiła hajs. W związku z tym od razu sprawdziłam kilka serwisów z ogłoszeniami o pracę i...! Oto z odmętów internetu wyłoniło się ogłoszenie z mojej ex wymarzonej agencji. Czy poślę CV? Jasne ;) Chciałabym ten jeden jedyny raz w życiu dostać pracę, w której bym sobie siedziała i pracowała i nie kombinowała jak by tu odejść już po tygodniu od przekroczenia jej progów. Czy gdzieś taka istnieje...? Z drugiej strony mamy jeszcze postać mojej mamy, która dobiega pięćdziesiątki czy innej szcześćdziesiątki i nadal nie wie co chce robić jak dorośnie. Jako i ja nie wiem.
środa, 15 grudnia 2010
Raz jeszcze historia zatoczyła obłędne koło i zgłosiłam Chatkę do konkursu "blog roku" i raz jeszcze w kategorii "foto, video, komiks". Kto jest jurorem w tej kategorii? Jak możemy przeczytać na stronie bloga roku jest to nikt inny, jak tylko
Juror w kategorii Foto, video, komiksAbsolwent wydziału fotoreportażu w GrisArt Escola w Barcelonie.
Też czujecie się głęboko przekonani, że ten miły i niewątpliwie wykształcony młody człowiek, którego życie zawodowe / artystyczne opiera się na światłocieniach, kolorach, zmyślnych kadrach i opowiadaniu głębokich historii obrazem, doceni moje niepokolorowane, kompletnie krzywe ludziki o ciastolinowych dłoniach i nostalgicznych spojrzeniach? Bo ja to nie mam co do tego wątpliwości :) Co do głosowania - możemy sobie wszyscy odpuścić, bo moja kobieca intuicja coś silnie przekonuje mnie, że wygra blog o fotografii - mimo obiektywnego jurora i tak dalej. No ale zawsze link do chatki w jakimś nowym miejscu ;)
niedziela, 12 grudnia 2010
bardzo ważna informacja
Dziś szanowny pan wykładowca Jarosław G. sprzedał mi najpraktyczniejsze info, jakie otrzymałam w całej mojej karierze szkolnej. Otóż gdy opowiadałam mu, że nie lubię pracować i sama idea pracy zawodowej w moim mniemaniu ssie pałę, polecił mi portal www.szukammilionera.pl. W głębi ducha swego poczułam, że informacja o tym portalu pewnego dnia odmieni moje życie na lepsze.
Z innych niesamowitych wieści - doszłam do wniosku, że muszę wynaleźć sobie jakieś nowe hobby, coś, czego jeszcze w życiu nie robiłam. Nie wiem, może kupię książkę kucharską, znajdę milionera albo zapiszę się na jakieś garncarstwo. Jeśli macie w tym momencie nieodpartą potrzebę polecić mi jakiś fajny kurs / zajęcia / cokolwiek z Piaseczna / Warszawy to ja Was powstrzymywać nie będę ;) (Tylko nic edukacyjnego, bo to mnie nic a nic nie podnieca, takie edukowanie się.) Trzeba mi czegoś nowego albo skisnę, tak sobie wymyśliłam.
W sensie, no, i tak prędzej czy później skisnę, ale może chociaż jakoś to opóźnię...
środa, 17 listopada 2010
Nie ma dobrze, żeby nie było niedobrze.
Rozmowa o pracę poszła nieziemsko. Aczkolwiek full abstrakcja w wielu aspektach - była to np. pierwsza rozmowa, na którą poszłam piechotą. Szok ;) Ostawiłam się jak na wesele księcia Walii, więc wyglądałam prawie jak człowiek i w ogóle. Zaczynam od przyszłego tygodnia. W związku z tym jednak... oddzwonili z jeszcze jednego miejsca. Z Dużej, Poważnej Agencji Reklamowej z centrum Warszawy. Marzenie mego żywota od roku 2007 wzwyż. Na rozmowę pójdę, ale jeśli nie daj Boże tam też się dostanę to chyba się pochlastam, bo to będzie dylemat mojego życia - czy nieziemska agencja, gdzie musiałabym dojeżdżać godzinę, czy dział marketingu, praca pod brand managerem dla dużej marki, kilka minut drogi od domu. Los powinien wiedzieć, że na takie dylematy Ilony nie wystawia się. To nieetyczne. Chociaż z moim szczęściem to obie firmy spłoną od uderzenia pioruna i suma sumarum nie dostanę się nigdzie ;)
środa, 10 listopada 2010
Przygoda z Prawem Murphy'ego
Ktoś się wzruszył moim CV i oddzwonił. W dodatku firma, na której mi bardzo zależało, bo jest kurde tak blisko mojego miejsca zamieszkania, że nawet bym nie musiała jeździć tam autobusem - od drzwi domu mego do drzwi firmy mamy bowiem szokującą odległość 7 minut piechotą. To jest ważne w życiu, bo tracić codziennie 2 godziny na dojazd do pracy i z pracy to w skali paru lat TYYYYLE CZASU. No w każdym razie zadzwonili w piątek, zapytali czy nadal darzę ich firmę afektem (darzę), czy jestem dyspozycyjna (jestem) i ile mam życzenie dostawać pieniędzy za staż (to wy dajecie w ogóle jakieś pieniądze?). Po zebraniu ode mnie tych informacji Pani oświadczyła, że jeszcze tego samego dnia zadzwoni. Tak się wzruszyłam tym stwierdzeniem, że nawet wybrałam sobie ciuchy na wywiad i zrobiłam makijaż. Pani nie zadzwoniła. Usiłowałam sobie wmówić, że podczas rozmowy powiedziała coś w stylu "zadzwonię dzisiaj lub w poniedziałek". Nie zadzwoniła w poniedziałek. We wtorek też nie. Straciłam nadzieję, szukałam innych ofert i zabrałam się za znienawidzoną przeze mnie sztukę pisania listu motywacyjnego. Poszło nieźle, napisałam idealny list, w którym tak nieziemsko bajerowałam o swoich zaletach, że aż sama się zbajerowałam i przekonałam do tego, że jestem idealnym pracownikiem. I właśnie wtedy zadzwoniła Pani z firmy, ta sama która nie zadzwoniła po raz drugi w piątek, ani w poniedziaek, ani nawet we wtorek. Mam rozmowę za tydzień. To ci dopiero przygoda kurde.
wtorek, 26 października 2010
Lajf i digitale
Zdałam obronę na 5 i powoli wracam do rzeczywistości. Śmiesznie jest mieć tą 5. Zwłaszcza w kontekście tego, że podczas tych 3 lat studiów powtórzyłam zdanie "nie nadaję się na studia" tak wiele razy, że chyba nie umiem do tylu liczyć. Tak więc okazuje się, że nieważne, czy się do czegoś nadaję czy nie, nie stanowi to przeszkody do osiągniecia celów. Niniejszym dorosłam do rozpoczęcia projektu "Niesamowitych przygód" i jak mi się będą jakieś sensowne przygody przydarzać (sensowne, czyli skrajnie bezsensowne, czyli iloniaste takie, no, wiadomo o co chodzi) różnej natury, to ja tu będę zamieszczać. Przypominam, działalność komiksowa - fredaistyczna jest teraz pod adresem www.chatolandia.pl . Przypominam, bo wiem, że niektórzy nie zauważyli wpisu "przeprowadzka", gdzie było to ogłoszone :D Tak więc przygoda na dziś - digitale. Zaczęłam mieć fazę na digitale. Zamieszczam jeden w miarę udany na dowód, że jestem w stanie narysować coś więcej niż moje specialite de la maison, czyli kluskowe ludzki :)
Dobra, wiem, że fatalne proporcje i Bóg wie co jeszcze, ale co tam - to moje bejbi ;D Ach, dokładnie tego było światu trzeba - kolejny taki sobie digital painter :D |
Archiwum
Zakładki:
Komiksy (niepolskie)
Komiksy (polskie)
Sonda
...stuff
Tagi
Chata Wuja Freda on Facebook
|