|
Blog > Komentarze do wpisu
Przygoda z Prawem Murphy'ego
Ktoś się wzruszył moim CV i oddzwonił. W dodatku firma, na której mi bardzo zależało, bo jest kurde tak blisko mojego miejsca zamieszkania, że nawet bym nie musiała jeździć tam autobusem - od drzwi domu mego do drzwi firmy mamy bowiem szokującą odległość 7 minut piechotą. To jest ważne w życiu, bo tracić codziennie 2 godziny na dojazd do pracy i z pracy to w skali paru lat TYYYYLE CZASU. No w każdym razie zadzwonili w piątek, zapytali czy nadal darzę ich firmę afektem (darzę), czy jestem dyspozycyjna (jestem) i ile mam życzenie dostawać pieniędzy za staż (to wy dajecie w ogóle jakieś pieniądze?). Po zebraniu ode mnie tych informacji Pani oświadczyła, że jeszcze tego samego dnia zadzwoni. Tak się wzruszyłam tym stwierdzeniem, że nawet wybrałam sobie ciuchy na wywiad i zrobiłam makijaż. Pani nie zadzwoniła. Usiłowałam sobie wmówić, że podczas rozmowy powiedziała coś w stylu "zadzwonię dzisiaj lub w poniedziałek". Nie zadzwoniła w poniedziałek. We wtorek też nie. Straciłam nadzieję, szukałam innych ofert i zabrałam się za znienawidzoną przeze mnie sztukę pisania listu motywacyjnego. Poszło nieźle, napisałam idealny list, w którym tak nieziemsko bajerowałam o swoich zaletach, że aż sama się zbajerowałam i przekonałam do tego, że jestem idealnym pracownikiem. I właśnie wtedy zadzwoniła Pani z firmy, ta sama która nie zadzwoniła po raz drugi w piątek, ani w poniedziaek, ani nawet we wtorek. Mam rozmowę za tydzień. To ci dopiero przygoda kurde.
środa, 10 listopada 2010, sasskhaya
|
Chata Wuja Freda on Facebook
|